Czechy - Ghana 0:2
Grający po raz pierwszy w finałach MŚ piłkarze Ghany postarali się o sporą niespodziankę, wygrywając z faworyzowanymi Czechami 2:0 (1:0) w drugim swoim meczu w grupie E, który został rozegrany w Kolonii. Piłkarze Ghany rozpoczęli ten mecz od mocnego uderzenia. Już w 68. sekundzie po dośrodkowaniu kapitana drużyny z lewej strony boiska, Stephena Appiah, z piłką minął się Tomas Ujfalusi. Dzięki temu dotarła ona do Asamoaha Gyana, który ładnym plasowanym strzałem tuż przy prawym słupku z 16 metrów pokonał bezradnie interweniującego Petra Cecha. To było pierwsze trafienie piłkarzy Ghany w historii MŚ i jednocześnie jest najszybciej strzelona bramka na niemieckim mundialu.
Chwilę później groźny strzał oddał Matthew Amoah, a w rewanżu na bramkę Richarda Kingstona uderzał Marek Jankulovski. Oba zespoły rozpoczęły ten mecz z "wysokiego C"! W 12. minucie ładną akcje Tomasa Rosicky'ego zakończył strzałem zza linii pola karnego Pavel Nedved, ale Kingston był na posterunku.
Oba zespoły w tym czasie oddawały sporo strzałów. Po stronie Czech szczęścia próbowali: Marek Jankulovski, Jaroslav Plasil, Pavel Nedved; zaś po stronie Ghany: Otto Addo, Sulley Muntari i Stephen Appiah, ale za każdym razem bez oczekiwanego skutku.
W 29. minucie ładnie na prawą stronę pola karnego zagrał Nedved, który wypatrzył wbiegającego Karela Poborsky'ego. Ten uderzył po ziemi, ale futbolówka minęła lewy słupek bramki Ghany. W odpowiedzi ładnym podaniem popisał się Illiasu Shilla, dogrywając do ustawionego w okolicach 11. metra Matthew Amoaha. Ten ograł obrońcę i przymierzył w prawy górny róg bramki Cecha, ale chybił celu.
W 35. minucie pod bramką piłkarzy z Afryki groźną sytuacją sprokurował bramkarz Ghany Kingston. Jego błąd musieli naprawiać obrońcy, którzy blokowali kolejno strzały Nedveda i Rosicky'ego.
Cztery minuty później na uderzenie z blisko 30 metrów zdecydował się Appiah. Przyziemny strzał pomocnika Fenerbahce Stambuł o milimetry minął lewy słupek czeskiej bramki.
Na dwie minuty przed końcem pierwszej połowy piłkarze Czech przeprowadzili chyba najładniejszą akcję. Długie oskrzydlające podanie na prawą stronę boiska zagrał Nedved, gdzie był juz Poborsky. Ten ostatni dośrodkował wprost do nadbiegającego Rosicky'ego, który trafił jednak nie czysto w piłkę.
Pierwsza część spotkania stała na dobrym poziomie. Obie drużyny grały szybko, akcje przenosiły się, co rusz, spod jednej bramki pod drugą.
Po zmianie stron od razu pierwsza akcja przyniosła naszym południowym sąsiadom bramkę, którą strzelił w 43. sekundzie Nedved. Sędzia dopatrzył się jednak spalonego. W 52. minucie ładną indywidualna akcja od połowy boiska popisał się strzelec bramki Gyan. Zawodnik Ghany przymierzył z 18 metrów, ale znakomitą interwencją popisał się Cech, ratując swój zespół przed utratą drugiego gola.
Cztery minuty później kolejną znakomitą akcja popisali się Czesi. Prawą stroną dynamicznie ruszył dopiero co wprowadzony Jiri Stajner, i zacentrował na pole karne, tam z piłką minął się Rosicky, ale z lewej strony akcję zamykał Plasil. Podopieczny Karela Bruecknera uderzył potężnie, ale piłkę zmierzającą pod poprzeczkę wybił Kingston.
W 65. minucie niemal wszyscy na stadionie, oprócz argentyńskiego arbitra Horacio Elizondo, byli przekonani, że w sytuacji, w której Tomas Ujfalusi faulował Amoaha był spalony, sędzia nieoczekiwanie podyktował rzut karny dla Ghany. Na dodatek sprawcę zdarzenia, Ujfalusiego, ukarał czerwoną kartką. Do rzutu punktu oddalonego o 11 metrów od bramki Cecha podszedł Gyan i trafił pod poprzeczkę, ale Elizondo zdecydował się nie uznać bramki, bowiem boiska nie opuścił jeszcze Ujfalusi. W powtórzonej próbie napastnik Ghany trafił w słupek! Cóż za dramaturgia.
Na kwadrans przed zakończeniem spotkania w doskonałej sytuacji znalazł się Muntari, ale zwlekał z oddaniem strzału i został uprzedzony przez czeskich defensorów. Po kolejnych 120 sekundach Michaela Essiena zatrzymał kolega z Chelsea Londyn Cech. Gdyby nie bramkarz reprezentacji Czech mecz ten zakończyłby się prawdziwym pogromem naszych południowych sąsiadów. Tym bardziej, że w kolejnej akcji Ghany Gyana powstrzymał ponownie czeski golkiper.
Napór Ghany trwał na dobre. Przyniósł on oczekiwany skutek w 82. minucie. Z prawej strony boiska zagrywał w pole karne Gyan, gdzie na piłkę czekał już Muntari. Zawodnik Udinese wypalił bez namysłu w lewy górny róg bramki Cecha. 2:0 dla Ghany!!!
Minutę przed końcem spotkania Afrykanie zdobyli trzeciego gola. W idealnej sytuacji znalazł się wprowadzony przed momentem Razak Pimpong, ale zamiast strzelać dogrywał do Muntariego - arbiter w tej sytuacji odgwizdał spalonego.
Już w doliczonym czasie gry zmierzającą pod poprzeczkę piłkę po strzale głową Libora Sionko, przeniósł nad poprzeczką Kingston.
To było naprawdę wspaniałe widowisko, w którym czterokrotny mistrz Afryki pokazał się z jak najlepszej strony i w pełni zasłużenie zwyciężył faworyzowanych Czechów. Co ciekawe piłkarze Ghany są najmłodszą ekipą turnieju.
Przed spotkanie w czeskim obozie żartowano, że stroje, w jakich wystąpią z Ghaną, mogą okazać się pechowe - to podobno rodzaj przesądu - i tak się faktycznie stało. Zespół naszych południowych sąsiadów zagrał w nietypowych strojach - w czerwonych koszulkach oraz niebieskich spodenkach i getrach. Zdarzyło się to po raz pierwszy w historii międzypaństwowych spotkań tej drużyny.
Czechy - Ghana 0:2 (0:1)
Bramki: Asamoah Gyan (2. min), Sulley Muntari (82. min).
Żółte kartki: Vratislav Lokvenc - Otto Addo, Michael Essien, Asamoah Gyan, Derek Boateng, Sulley Muntari, Habib Mohammed.
Czerwona kartka - Tomas Ujfaulsi (Czechy, 65. min)
Sędzia: Horacio Elizondo (Argentyna). Widzów 43 000.
Czechy: Petr Cech - Zdenek Grygera, Marek Jankulovski, David Rozehnal, Tomas Ujfalusi - Tomas Galasek (46. min - Jan Polak), Pavel Nedved, Karel Poborsky (56. min - Jiri Stajner), Tomas Rosicky, Jaroslav Plasil (68. min - Libor Sionko) - Vratislav Lokvenc.
Ghana: Richard Kingston - John Paintsil, Habib Mohammed, John Mensah, Illiasu Shilla - Sulley Muntari, Michael Essien, Stephen Appiah, Otto Addo (46. min - Derek Boateng) - Asamoah Gyan (85. min - Razak Pimpong) - Matthew Amoah (80. min - Eric Addo).
Bartek, 18/06/2006